Logo
  Biblioteka proponuje ...

11 marca 2015 roku bez wątpienia przejdzie do historii, nie tylko ze względu na fakt, iż  obchodziliśmy wówczas jakże zaszczytną sześćdziesiątą rocznicę śmierci słynnego biologa Alexandra Fleminga (nawet podczas lektury notki na stronie szkolnej warto sobie przyswoić trochę wiedzy o wątpliwym zastosowaniu w praktyce). Przede wszystkim to właśnie tego dnia samolot linii Ryanair o wnętrzu zielonym niczym wilgotne lasy równikowe przewiózł grupę wybrańców z klas A2 oraz 1A wraz z opiekunami p. Anną Lubieniecką oraz p. Bożenę Godley do deszczowej, acz zdecydowanie pogodnej duchem Szkocji.

Punktem docelowym naszej podróży była urokliwa stolica tej zawładniętej przez kilty i dudy części Wielkiej Brytanii, nad którą górują potężne gmachy tamtejszych zamczysk, czyli Edynburg. Już po pierwszym zetknięciu naszych zmęczonych po podróży stóp z gruntem dało się odczuć diametralną różnicę, nawet architektoniczną. Nasze oczy nie były w stanie ogarnąć piękna tego szkockiego miasta, które wydawało się być idealnie zaplanowanym tworem, zupełnie jakby za jego utworzenie odpowiadał zespół wizjonerów z wybornym zmysłem artystycznym, bynajmniej nie będących zwolennikami wznoszenia przypadkowych, emanujących monotonią budynków. Jednak na uczcie dla wzroku się nie skończyło, czekała nas również strawa dla ducha, ciała i… żołądka. Już pierwszego dnia naszej wycieczki uczestniczyliśmy w warsztatach teatralnych oraz tanecznych, które pomogły nam przełamać bariery i w pełni przygotować się na tydzień pełen atrakcji. Podczas pobytu w Edynburgu mieliśmy bowiem okazję doświadczyć magii szkockiej tradycji podczas zwiedzania miasta z energiczną i charyzmatyczną przewodniczką oraz uczestniczyć w spotkaniu z przesympatycznymi, posługującymi się uroczą łamaną polszczyzną przedstawicielami Polskiego Towarzystwa w Szkocji, a także z samym Lordem Provostem Donaldem Wilsonem w City Chambers. Jednak nawet przy tak napiętym grafiku znaleźliśmy czas na nieco luźniejsze zajęcia – ciekawym elementem programu była chociażby wizyta w interaktywnym domu strachów, ożywionym niejako przez odpowiednio ucharakteryzowanych aktorów, czy też wieczór spędzony na oglądaniu spektaklu w teatrze Lyceum. W ramach obiadokolacji próbowaliśmy często tradycyjnych szkockich dań, jednak nie obyło się także bez pizzy jak na zmakdonaldyzowane czasy przystało.Ponadto, obowiązkowym punktem wycieczki było, rzecz jasna, zaopatrzenie się w liczne pamiątki, które sprawiły, że większość z nas miała problemy z zachowaniem odpowiedniej wagi bagażu podczas drogi powrotnej. Największą popularnością cieszył się Primark, słynący z ubrań na licencji znanych franczyz po bardzo okazyjnych cenach.

     Nie należy jednak ukrywać, że wyjazd miał również minusy. Należał do nich zdecydowanie powrót do domu i konfrontacja edynburskiego snu z szarą rzeczywistością. Na szczęście pozostały nam wspaniałe wspomnienia, którymi cieszyć się będziemy dopóty, dopóki nie dopadną nas kłopoty z pamięcią lub inne przykre dolegliwości. Mam nadzieję, że los nie spłata nam takiego przykrego figla, ponieważ zdecydowanie zbyt dużo jest do stracenia…